Nauka w ręku

Nauka w ręku

Gru 14, 2015

Gdyby sto lat temu powiedzieć komuś, że będziemy mieć w kieszeni małe urządzenia, które pozwolą nam na kontakt z bliskimi, może by uwierzył. Gdybyśmy dodali, że te wynalazki umożliwią nam czytanie światowych zasobów intelektualnych za pośrednictwem sieci Internet, może, choć z lekkim sceptycyzmem, dałby temu wiarę. Jestem jednak pewien, że gdyby dowiedział się, że będziemy ich używać wyłącznie do rozrywki, wyśmiałby nas.
I niestety dziś żyjemy właśnie w takich czasach. Wiedza jest na wyciągnięcie ręki, jednak nie ma komu po nią sięgnąć. Mnogość artykułów w internecie skutecznie blokuje u ludzi dokonanie wyboru, z którym tekstem się zapoznać. Niestety, ale takiego dylematu zdają się te same osoby nie mieć z rozrywką. Ona akurat ma się świetnie, a liczba odwiedzin stron rozrywkowych rośnie jak szalona.
Paradoksalnie im łatwiejsza jest nauka i im mniej ona kosztuje, tym mniej jest osób nią zainteresowanych. Internet oferuje bowiem nie tylko wiedzę w mało przystępnej formie, ale i szkolenia internetowe, w których edukacja idzie w parze z bardzo dobrymi i prostymi tłumaczeniami, objaśnieniami i przykładami.
Ciężkim do zrozumienia jest jeszcze jeden aspekt tego medium: dlaczego ten internetowy słownik, który jest darmowy i dostępny na bieżąco dla każdego – wbrew wszelkiej logice – negatywnie wpływa na język? Mówimy nie tylko o zapożyczeniach, skrótach czy też zwrotach, które w tzw. rzeczywistym świecie byłyby nie do przyjęcia, ale przede wszystkim o gramatyce i składni. Coraz częściej występują błędy fleksyjne czy ortograficzne – co przecież (w dobie powszechnego piśmiennictwa) powinno przybierać stałą tendencję malejącą.
Obawiam się, że gdyby nasz rozmówca sprzed stu lat się o tym dowiedział zapytałby wprost kto nam taką krzywdę tą technologią uczynił.